„Nie ma czegoś takiego jak Izery” – zbiór opowiadań

„Nie ma czegoś takiego jak Izery” to zbiór 10 opowiadań łączących fakty z fikcją, historię z fantazją, prawdę z fałszem, wspomnienia ze snami, przeszłość z osobistym doświadczeniem. Akcję osadzę w krainie geograficznej: na Pogórzu Izerskim u stóp Gór Izerskich (w oficjalnym nazewnictwie „Izery” nie istnieją), które od wieków jest pograniczem: państwowym, religijnym, mentalnym. W planie czasowym splotę XVII wiek, międzywojnie, pamięć o przesiedleniach 1945 roku, transformację ustrojową i współczesność popandemiczną. W warstwie językowej skorzystam z zebranych od min. 15 lokalnych mieszkańców historii mówionych. W narracji użyję metod z pogranicza reportażu, eseistyki, mikrohistorii i literatury wspomnieniowej, jednak sięgnę po nową dla mnie formę opowiadania, która pozwoli na poszukiwania formalne i rozwinięcie warsztatu. Tekst zaprezentuję społeczności Pogórza Izerskiego (spotkanie z czytaniem fragmentów i dyskusją) oraz zaproponuję do publikacji wydawnictwom lokalnym i ogólnopolskim.

Od trzech lat mieszkam na Pogórzu Izerskim u stóp Gór Izerskich i nasiąkam lokalnymi opowieściami oraz obrastam własnym doświadczeniem. Wieś, w której mieszkam powstała w XVII wieku dlatego, że czescy protestanci uciekali w XVII wieku przed śląskimi katolikami. Przez kolejne lata okolica przyciągała poszukiwaczy złota i minerałów, podróżników, włóczęgów, alchemików, astronomów, badaczy, tkaczy, przemytników, pasterzy i handlarzy. W 1945 nagle wyjechali stąd wszyscy, zabierając ze sobą korzenie o długości 300 lat. Polacy i Ukraińcy zasiedlali te miejsca po swojemu, uprawiając lęki na obcej ziemi. Aż z powiewem transformacji, do nieczynnej stacji kolejowej przybyli artyści. Sadzili ziemniaki, uprawiali miłość i wystawiali wizjonerskie spektakle. To przyciągnęło innych – z Holandii, Niemiec, Warszawy, ze Śląska i z Japonii. Pani Koperowa mówi o nich „Zulusi”, choćby pochodzili spod Łodzi. Po pandemii krainę zasiliła fala wielkomiejskich uciekinierów. Niektórzy się tu odnaleźli, inni zgubili. Dziś sołtyska ma gadającą papugę, po polach snują się anarchiści w wieku emerytalnym i młodzi ludzie, którzy na ścieżce rozwoju osobistego znajdują grzyby i gwiazdy. Pośród potomków repatriantów, mieszka tu piekarz z Paryża, Wiking z Norwegii, samotna matka z Sokółki, szaman z Poznania oraz Belgijka z Filipin. W krainie, której nie ma, szukają już nie złota i kamienia filozoficznego, ale miejsca do życia w kryzysie, który rozbudza potrzebę wspólnoty. Pani Jasia od 40 lat prowadzi sklep. Mówi, że nic ją już nie dziwi i sprzedaje fantazje na zeszyt. Zbierając materiał do 11 opowiadań, przeprowadzę i zarejestruję min. 15 rozmów (historia mówiona) z wybranymi mieszkańcami Pogórza Izerskiego. Zapoznam się z opracowaniami historycznymi, tekstami literackimi, lokalnymi archiwami oraz opowieściami i plotkami. Materię tę twórczo przetworzę – literatura piękna pozwoli na poszukiwania formalne w obszarze języka, struktury i narracji. Stworzę literacką i osobistą interpretację Pogórza Izerskiego jako krainy osobliwości – swoistego wentyla dla tego, co w materii codzienności (społecznej i osobistej) dziwne, nieoczywiste, marginalne, wyparte, fantastyczne. Przedstawię tekst lokalnej społeczności: zorganizuję spotkanie połączone z odczytaniem fragmentów i dyskusją. Wnioski i komentarze uwzględnię w ostatecznej wersji tekstu. Gotowy tekst (10 opowiadań, min. 100 stron) przedstawię lokalnym wydawnictwom oraz wybranym wydawnictwom ogólnopolskim.


Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego